17. Porwanie...
Wiktoria próbowała się do mnie dodzwonić, lecz nie odbierałam. Po chwila zaczął mnie wkurzać ten jebany telefon więc postanowiłam odebrać.
A - Halo?!
W - Angela? Gdzie ty łazisz?
A - Po co dzwonisz? I tak nie wrócę. Jestem w Polsce. - skłamałam. Naprawdę szłam na lotnisko.
W - Co? w Polsce?!
A - Tak, a co?
W - Jak to co? Chcesz tak wszystkich opuścić? Chcesz porzucić to, o czym marzyłaś przez całe życie?
A - Wiki, skończ temat. Nie chcę o tym mówić. Pa.
W - Czekaj! Nie rozłączaj się!
Za późno... Odłożyłam telefon do kieszeni i usiadłam przygnębiona na ławce. Po chwili poczułam na ramionach czyjeś ręce. Przestraszyłam się. Odwróciłam się szybko, a za sobą zobaczyłam jakiegoś chłopaka.
C - Cześć. Nie bój się. Nic ci nie zrobię. - uśmiechnął się do mnie miło. Odwzajemniłam uśmiech.
A - Nie boję się, tylko się przestraszyłam.
C - pff... Jestem Przemek.
A - Ja Angelika. - podaliśmy sobie ręce.
P - Czemu jesteś taka smutna?
A - Aaaa, nieważne....
P - Ale jesteś... Po co ci ta walizka? Wyjeżdżasz gdzieś?
A - Tia. z powrotem do Polski.
P - Stąd pochodzisz?
A - Yhmm. Przyjechałam tu tylko na koncert, ale jakoś mi się przedłużył pobyt xD
P - Serio? Mam bardzo podobną sytuację, tylko, że ja musiąłem zostać.
A - Czemu?
P - Bo muszę sobie znaleźć jakąś pracę. No bo wiesz. W Polsce nie jest łatwo o pracę.
A - Rozumiem.
P - Miło porozmawiać z kimś z Polski.
A - HEH. I wzajemnie :D
P - Dasz się zaprosić na kawę?
A - Chętnie, ale może innym razem. Śpieszę się na samolot.
P - spoko, spoko. - dał mi do ręki jakąś karteczkę, po czym pocałował w policzek i odszedł. Rozłożyłam karteczkę i był to jego numer telefonu. ;**
Wzięłam walizkę do ręki i poszłam do przodu.
*10 minut później*
Chciałam już wejść na lotnisko, gdy nagle poczułam szarpnięcie w ręce. Zatkał mi usta swoją ręką. Początkowo myślałam, że jest ktoś z 1D, lecz nie...
Ktoś - Siedź cicho rozumiesz?
Pokiwałam głową. Bałam się. Rozejrzałam się po miejscu w którym się znajdowałam. Był to jakiś las. Miałam usta zaklejone taśmą.
Próbowałam się uwolnić, lecz na marne... Wrócił i przywiązał mnie do drzewa.
K - Masz być cicho i nie próbuj uciekać, bo to się źle dla ciebie skończy. Zaraz wracam.
Gdy odszedł wyciągnęłam telefon i napisałam do Harrego:
,,Pomocy! Ktoś mnie porwał. Pomóż mi proszę. Jestem w lesie koło lotniska.''
To znaczy chciałam tak napisać, ale wyszły mi literówki... W końcu byłam przywiązana do drzewa -,-
Schowałam szybko telefon do kieszenie, niestety. Zauważył to i podbiegł do mnie.
K - Do kogo to się dzwoniło?
Nie mogłam nic z siebie wydobyć. Bałam się jak cholera. Facet złapał mój telefon i rzucił na ziemię, po czym przydeptał.
K - Już mi nie uciekniesz suko.
Zaczął mnie bić po twarzy. Jedyne co czułam, to jak krew spływa mi to buzi.
*Tymczasem w hotelu*
Harry po odczytaniu sms' a. Akurat wychodził z hotelu. Oczywiście nie był sam. Byli tam wszyscy oprócz Kamili. Harry z przestrachem w oczach wydusił z siebie :
H - Szybko!
N - Co się stało?
H - A.... Angelikę ktoś porwał.
L - Jak to porwał?
H - Napisała mi sms' a że jest w lesie/. PORWANA!
Lou - Ale w jakim lesie?
H - Koło lotniska. Chodźmy!
Kamila w tej chwili akurat wybiegła z hotelu i próbowała coś powiedzieć.
Z - Kami, no mów. Spokojnie.
K - Angelika jest porwana!
L - Wiemy. Mamy po nią iść.
Z - Chwila. skąd ty to wiesz?
K - Dostałam sms' a.
H - Dobra idziemy!
Z - Nagle zaczęłaś się o nią martwić?
K - Ymmmmmm...
R - Zamierzacie się teraz kłócić?
Z - Nie. Idziemy.
Pobiegli szybko przed siebie.
L - Gdzie jest Wiki?
K - Zadzwonię po nią.
W - Halo?
K - Wiki, wiesz gdzie jest ten las koło lotniska?
W - No wiem, a co?
K - Widzimy się tam za 2 minuty pa!
Rozłączyła się.
Ja byłam już prawie że nieprzytomna. Myślałam wtedy tylko o tym, że jestem w lepszym świecie. Nagle przybiegła Wiki.
W - Aaaaaaaa
Zjawił się również Harry i reszta. Hazza bez zawahania rzucił się na mężczyznę, a reszta podbiegła do mnie.
W - Harry, dołóż mu! Mocniej!
L - Wiki, idziesz tu?
W - A tak. Sorry.
Niall poklepał mnie po policzku. Otworzyłam delikatnie oczy.
N - Ej, wszystko ok?
-Nie odpowiadałam.
R - Nial... Ona..
N - Cicho. - powtórzył czynność.
N - Angela słyszysz mnie?
A - Tak. Ała...
R - Jeju, nigdy cię już samej nigdzie nie puszczę.
Kamila stała gdzieś z boku.
Z - Kami, chodź do nas.
K - Nie. Wolę tu stać.
L - Jak chcesz.
Chłopaki odwiązali mnie. Podbiegł do nas Harry.
W - O Harry nareszcie.
Z - Zadzwoń po policję i po karetkę Hazza.
A - Nie nie!
H - Muszę.
A - Nie! Harry! Ja nie chcę znowu do szpitala.
Harry uklęknął przy mnie.
H - Kochanie, oni cię tylko obejrzą.
A - Nie!!! Powiedziałam coś!
H - No dobra. Dzwonię po policję.
Harry zadzwonił po policję, która dotarła na miejsce za pięć minut.
P - Potrzebuje pani rozmowy z kimś bliskim?
A - Tak. Musze porozmawiać z nimi - pokazałam palcem na 1D i dziewczyny.
P - To mu w takim razie jedziemy. Do widzenia.
Policja zabrała faceta i odjechała.
H - Kotku, tok się bałem.
A - Wszystko jest ok. Poza jedną rzeczą.
H - Jaką?
A - Bo my nie możemy być razem.
H - Jak to? Czemu?
A - Nie chcę ci po prostu niszczyć kariery.
H - Nie niszczysz.
Harry pocałował mnie czule.
--------------------------------------------------------
No nareszcie napisałam!!! Przepraszam Różę i Wikę i Oliwkę, że tak długo czekały. Nie mogę teraz pisać, więc papa skarby ;**